Co mnie oszukujesz
W hali przylotów na samym środeczku czeka dość pokaźna grupa osób. Ich bagaże, ubiór, styl wskazują raczej na wczasowiczów niż na pasażerów lini rejsowych. Nigdzie nie widać stanowiska Jet Tourist. Kilka rundek dookoła hali i po antresoli i na jednym ze stanowisk zawisła karteczka z długo wyczekiwaną nazwą. Momentalnie pojawia się dość długi ogonek. Po chwili mamy w ręku bilety. Teraz tylko odprawa i w drogę. Nasz spokój zmąciłą jednak informacja, że nie wolno w bagażu przewozić butli ani żadnych pojemników ze sprężonym gazem. Tak się skłąda, że w naszym plecaku jest nabój Camping Gaz wypełniony propanem-butanem. No nic, ryzykujemy. Może się uda. Podchodzimy do odprawy. Bez zmróżenia oka kładę plecak na taśmę. Odbieramy kartę pokłądową. Samolot leci z Katowic, więc nie ma już dobrych miejsc. Dostajemy miejsca w 2 rzędzie przy korytarzu. To już lepiej niz na środku. Przynajmniej wtedy tak mi się wydawało, ale nie uprzedzajmy faktów. Idziemy do kontroli paszortowej nasłuchując, czy przez megafony nie wzywają nas do kontroli bagażu :). Mija chwila i już jeszteśmy w strefie wolnocłowej. Siadamy w Coffie Haven, ale każdy komunikat wmaga naszą czujność. W międzyczasie Ula dostrzega Weronikę Pazurę, żonę Cezarego. Nawet nie wiedziałęm, iż gra ona w jakiejś mydlanej operze. Dopijamy naszą kawę po czym idziemy do bramki i czekając na samolot łypiemy oczami po współpasżerach. Dominują ludzie przeciętni. Gdzie niegdzie widać lekkie zagubienie na twarzach tych, którzy o raz pierwszy w życiu lecą samolotem. Wśród pasażerów jest kilka słodziutkich idiotek, kilku kurduplowatych facetów bez szyi o sylwetce PZPRowskiego sekretarza z prowincjonalnego powiatu, kilka matron z niewiarygodnie wysuszonymi blond pudelkami zamiast wlosów. Siedzimy tak i nadal nie słyszymy komunikatu dot. naszego bagażu. Coraz bardziej wierzę, że uda mi się przemycić ten nabój z gazem. Wreszcie otwierają się bramki. Przechodzimy rękawem do autobusu i jedziemy w stronę samolotu. Zza pleców dochodzi nas niesamowicie piskiliwy kobiecy głos mówiący z wyrzutem "Co mnie oszukujesz, tu nie ma kasownika, więc co mi każesz skasować bilet". :) To młode małżeństwo, które pytało nas wcześniej o bramkę. Dojeżzamy do Boeninga 747-800. Otwarte są oba wejścia, na przodzie i ogonie. Wchodzimy dośrodka po trapie. Na pokładzie wita nas stewardesa o orientalnej urodzie. "Dzień Dobry" brzmi w jej ustach niespotykanie egzotycznie. Siadamy w 2-gim rzędzie. Za nami przewala się cały tłum wczasowiczów. Jeszcze tylko 10 minut do odlotu. Mam chytryplan, by przesiąść się na przód, gdzie w pierwszym rzędzie są wolne miejsca. Nagle w drzwiach wejściowych pojawia się Weronika Pazura. Ula poinformowała mnie, że to właśnie ta, którą mijaliśmy w strefie wolnocłowej. Chwilę później zjawia się Cezary. Siada centralnie przed Ulą. Za chwilę okaże się, że ta atrakcja ma też swoje złe strony, ale o tym za chwilę. Po krótkiej krzątaninie startujemy. Stewardesy SunExpress podchodzą do kwestii instruktarzu o zasadach bezpieczeństwa dość po macoszemu. Po prostu puszczają film i nie odrywają się od swoich zajęć. Ludzie na pokładzie również. :) Po nabraniu wysokości przelotowej czas na poczęstunek. Jak to wcześniej przerabiałem w Australii przy odprawie zabiorą Ci pilnik do paznokci, ale w zamian na pokładzie do posiłku dostaniesz metalowy nóż :) Podczas rozdawania posiłków po raz pierwszy dają znać o sobie Państwo Pazurowie, nomen omen podróżujący z rodzicami Czarka i mamą Weroniki. Krótkie spięcie wywołane jest własnym alkoholem Weroniki, którego picia na pokładzie zabraniają stewardesy. Śniadanie na pokładzie SunExpress to 2 miniaturowe bułeczki, 2 plasterki wędliny i sałatka. Jak już wszyscy się najedli i napili zaczęła się nasza mała gehenna. Ktoś "wycził", że przed nami siedzą Pazurowie. No to zaczęły się kolejki do kibelka. I to o dziwo tylko do naszego, bo ten na ogonie samolotu nie ma takiego powodzenia. Wszystkie 12 letnie fanki seriali oraz babcie typu "naftalinka" kotłują się tuż nad naszymi głowami. Przed oczami co rusz jawi mi się jakaś tłusta dupa. Raz po razie dostaję z łokcia w głowę. Zapach tanich perfum zmieszany z wonią naftaliny (a może już trupa ?) wzbudza mdłości. Na szczęście lot trwa tylko 2,5 godziny.
4po
projektowanie ogrodów i wnętrz
gry online przygodowe gry online przygodowe
agregaty uprawowe
gry
wino sklep
Therapy
łóżeczka dziecięce
Czy nie szukasz Podłogi Drewniane Katowice ? Polecamy Centrum Sprzedaży Podłóg
oryginalny prezent dla dziecka klocki lego
Recent Updates
- Chillagoe
- Trezkinn Cave
- living in paradise
- Steve
- WYprawa
- docieramy do samego serca pustyni
- W Europie
- Punkt widokowy
- Z początku
- autor
- Czas tu zatrzymał się w miejscu
- Życie w outbacku Australii
- Masakra
- jestem Polakiem
- tiger Airlines czy Air
- Do Cairns przyjeżdża tamtejsza klasa niższa średnia
- W tym roku z uwagi na sprzyjającą aurę zbiory mają być dwa razy większe
- ANZAC Day
- Ravenshoe
- Zanim się skusiliśmy wykupiono cały zapas