SunExpress
W dzisiejszej notce ruszamy z Aleppo, bladzimy w najgorszym upale po nieznanym miescie, zwiedzamy potezny zamek Krzyzowcow (to nie to samo co Krzyzacy, wiec nie Malbork), na koniec docieramy do samego serca pustyni, do odgrzebanego spod piasku antycznego miasta.
Z samego rana udało nam się dotrzeć na lotnisko, skąd charterem tureckich lini lotniczych SunExpress mamy odlezieć do Antalii. Towarzyszy nam mały dreszczyk emocji. Zawsze się może okazać, że nasze biuro podróży zwinęło manatki i zamiast umowy zostanie nam w rękach bezwartościowy papier. W hali przylotów na samym środeczku czeka dość pokaźna grupa osób. Ich bagaże, ubiór, styl wskazują raczej na wczasowiczów niż na pasażerów lini rejsowych. Nigdzie nie widać stanowiska Jet Tourist. Kilka rundek dookoła hali i po antresoli i na jednym ze stanowisk zawisła karteczka z długo wyczekiwaną nazwą. Momentalnie pojawia się dość długi ogonek. Po chwili mamy w ręku bilety. Teraz tylko odprawa i w drogę. Nasz spokój zmąciłą jednak informacja, że nie wolno w bagażu przewozić butli ani żadnych pojemników ze sprężonym gazem. Tak się skłąda, że w naszym plecaku jest nabój Camping Gaz wypełniony propanem-butanem. No nic, ryzykujemy. Może się uda. Podchodzimy do odprawy. Bez zmróżenia oka kładę plecak na taśmę. Odbieramy kartę pokłądową. Samolot leci z Katowic, więc nie ma już dobrych miejsc. Dostajemy miejsca w 2 rzędzie przy korytarzu. To już lepiej niz na środku. Przynajmniej wtedy tak mi się wydawało, ale nie uprzedzajmy faktów. Idziemy do kontroli paszortowej nasłuchując, czy przez megafony nie wzywają nas do kontroli bagażu :). Mija chwila i już jeszteśmy w strefie wolnocłowej. Siadamy w Coffie Haven, ale każdy komunikat wmaga naszą czujność. W międzyczasie Ula dostrzega Weronikę Pazurę, żonę Cezarego. Nawet nie wiedziałęm, iż gra ona w jakiejś mydlanej operze. Dopijamy naszą kawę po czym idziemy do bramki i czekając na samolot łypiemy oczami po współpasżerach. Dominują ludzie przeciętni. Gdzie niegdzie widać lekkie zagubienie na twarzach tych, którzy o raz pierwszy w życiu lecą samolotem. Wśród pasażerów jest kilka słodziutkich idiotek, kilku kurduplowatych facetów bez szyi o sylwetce PZPRowskiego sekretarza z prowincjonalnego powiatu, kilka matron z niewiarygodnie wysuszonymi blond pudelkami zamiast wlosów. Siedzimy tak i nadal nie słyszymy komunikatu dot. naszego bagażu. Coraz bardziej wierzę, że uda mi się przemycić ten nabój z gazem. Wreszcie otwierają się bramki. Przechodzimy rękawem do autobusu i jedziemy w stronę samolotu. Zza pleców dochodzi nas niesamowicie piskiliwy kobiecy głos mówiący z wyrzutem "Co mnie oszukujesz, tu nie ma kasownika, więc co mi każesz skasować bilet". :) To młode małżeństwo, które pytało nas wcześniej o bramkę. Dojeżzamy do Boeninga 747-800. Otwarte są oba wejścia, na przodzie i ogonie. Wchodzimy dośrodka po trapie. Na pokładzie wita nas stewardesa o orientalnej urodzie. "Dzień Dobry" brzmi w jej ustach niespotykanie egzotycznie. Siadamy w 2-gim rzędzie. Za nami przewala się cały tłum wczasowiczów. Jeszcze tylko 10 minut do odlotu. Mam chytryplan, by przesiąść się na przód, gdzie w pierwszym rzędzie są wolne miejsca. Nagle w drzwiach wejściowych pojawia się Weronika Pazura. Ula poinformowała mnie, że to właśnie ta, którą mijaliśmy w strefie wolnocłowej. Chwilę później zjawia się Cezary. Siada centralnie przed Ulą. Za chwilę okaże się, że ta atrakcja ma też swoje złe strony, ale o tym za chwilę. Po krótkiej krzątaninie startujemy. Stewardesy SunExpress podchodzą do kwestii instruktarzu o zasadach bezpieczeństwa dość po macoszemu. Po prostu puszczają film i nie odrywają się od swoich zajęć. Ludzie na pokładzie również. :) Po nabraniu wysokości przelotowej czas na poczęstunek. Jak to wcześniej przerabiałem w Australii przy odprawie zabiorą Ci pilnik do paznokci, ale w zamian na pokładzie do posiłku dostaniesz metalowy nóż :) Podczas rozdawania posiłków po raz pierwszy dają znać o sobie Państwo Pazurowie, nomen omen podróżujący z rodzicami Czarka i mamą Weroniki. Krótkie spięcie wywołane jest własnym alkoholem Weroniki, którego picia na pokładzie zabraniają stewardesy. Śniadanie na pokładzie SunExpress to 2 miniaturowe bułeczki, 2 plasterki wędliny i sałatka. Jak już wszyscy się najedli i napili zaczęła się nasza mała gehenna. Ktoś "wycził", że przed nami siedzą Pazurowie. No to zaczęły się kolejki do kibelka. I to o dziwo tylko do naszego, bo ten na ogonie samolotu nie ma takiego powodzenia. Wszystkie 12 letnie fanki seriali oraz babcie typu "naftalinka" kotłują się tuż nad naszymi głowami. Przed oczami co rusz jawi mi się jakaś tłusta dupa. Raz po razie dostaję z łokcia w głowę. Zapach tanich perfum zmieszany z wonią naftaliny (a może już trupa ?) wzbudza mdłości. Na szczęście lot trwa tylko 2,5 godziny. Tuż przed lądowaniem kolejka rozłądowała się gdyż wpadamy w turbulencje a to wymusza powrót na fotele. Samolotem kilka razy rzuca i co wraźliwsi odczuwają zmiany ciśnienia. Samo lądowanie przebiega bez niespodzianek. Przyziemienie łagodne prawie nie odczuwalne. To co nastąpiło później wprawiło mnie w osłupienie. Pasażerowie gremialnie zaczynają bić brawo !!! Samolot kołu je po płycie lotniska. Mały rozgardiasz w środku i po chwili uderza nas 35 stopniowy upał. Szybciutko przechodzimy do autobusu, który wiezie nas do klimatyzowanego hallu lotniska. Szybciutko udajemy się do kiosku z wizami. Kładziemy na stół 20 USD i wklejają nam w paszport znaczek pocztowy :) Jeszcze tylko odprawa paszportowa i już przechodzimy do hali przylotów. Chwila niepewności co z naszym plecakiem. Jest, dotarł nie aresztowano go za przemyt:) Zdejmujemy do z taśmy i wychodzimy przed dworzec. Dotarliśmy do Antalii. Gęsty tłum kręci się w różne strony. Wszyscy szukają autobusów z nazwami swoich kurortów lub pilotów biur podróży. My udajemy się na postój taxi. Turcy krzyczą coś bez opamiętania. Ktoś łapie nas i zaciąga do taksówki. Nasz kierowca nie mówi ani słowa po angielsku. Mam nadzieje, że dowiezie nas do dworca autobusowego. Udaje się. Płacimy 20 USD, to chyba najdroższa taryfa jaką przyjdzie nam płacić podczas całej naszej wyprawy. Wchodzimy na dworzec. Nie mogę wyjść z podziwu, że to Polska a nie Turcja jest w Uni Europejskiej. Mijamy bramkę do wykrywania metalu. Oboje dzwonimy jak szaleni. Pytamy się przygodnie napotkanej strażniczki gdzie można kupić bilety do Syrii. Wskazuje nam punkt informacji. Sam dworzec wygląda bardzo ładnie. Na środku marmurowego hallu tryska na wysokość 2 metrów fontanna. Środkiem prostokątnego pomiesczenia ciągną się stoiska poszczególnych biur podróży. Chodzimy ze dwa razy dookoła i w końcu znajdujemy biuro w którym kupujemy bilety do Aleppo, drugiego co do wielkości miata w Syrii. Płacimy po 25 USD za bilet na odległość około 1 000 Km. Wymieniamy też trochę dolarów na Tureckie liry. Plik banknotów z ogronmą ilością zer wprawia nas w zakłopotanie. Mamy problem z szybkim policzneiem zer na banknotach. Nie wiemy, czy płacimy np. 500000 czy 5000000. W oczekiwaniu na autokar udajemy się na małe co nieco. Trafiamy do baru dworcowego. Czysto schludnie, obrusy na stołach. Żadna, ale to żadna restauracja dworcowa w PL nie mogłaby nawet pomarzyć o takim standardzie. Knajpę dworcową w Antalii od polskich dworcowych fast foodow dzielą lata świetlne. Sam budynek dworca również. Poza wspomniana fontanną w bocznym skrzydle jest pieknie urządzone atrium. Bajecznie zielona rozślinność nadaje temu miejscu zupełnie inny wymiar. Oczekiwanie na autokar na ławeczce wśród wysokopiennej zieleni nie męczy w ogóle. W międzyczasie udało nam się wypatrzeć i-net cafe. Wchodzimy na godzinkę. Rozmawiamy ze znajomymi, dzielimy się pierwszymi wrażeniami. Nad komputerami wyraźny napis w j. angielskim, że oglądanie pornografi jest surowo zabronione :) Cztery godziny dzielące nas od odjazdu mijają niepostrzeżenie. Udajemy się na stanowisko, gdzie już stoi nasz autokar. Piękny nowoczesny wysokopokładowy autobus jakie jeżdżą na międzynarodowych trasach. Kładziemy plecak do bagażnika i wygodnie rozsiadamy się w klimatyzowanym wnętrzu na przestronnych lotniczych fotelach. Zaczynamy drugi etap naszej podróży. Ale o tym w następnym odcinku
Przepis na Gulasz a la meksyk
www.statusek.pl
Gry bijatyki Gry bijatyki
Kabarety mumio Kabarety mumio
Krecik Krecik
Gry Akcji online Gry Akcji online
gry online smieszne gry online smieszne
Gry smieszne online Gry smieszne online
broszki
kup net internet speed test
Recent Updates
- Chillagoe
- Trezkinn Cave
- living in paradise
- Steve
- WYprawa
- docieramy do samego serca pustyni
- W Europie
- Punkt widokowy
- Z początku
- autor
- Czas tu zatrzymał się w miejscu
- Życie w outbacku Australii
- Masakra
- jestem Polakiem
- tiger Airlines czy Air
- Do Cairns przyjeżdża tamtejsza klasa niższa średnia
- W tym roku z uwagi na sprzyjającą aurę zbiory mają być dwa razy większe
- ANZAC Day
- Ravenshoe
- Zanim się skusiliśmy wykupiono cały zapas